Pszczoły przegrały z bezdusznością. Zniszczony projekt ratowania dzikich zapylaczy w Dolinie Wapienicy

27635e44 5a86 4faf 8075 2c9c16caba91

Projekt „ Anioły Beskidów” miał przywracać życie tam, gdzie ono powoli zanika. Zamiast tego został zniszczony, nie przez naturę, lecz przez decyzje ludzi i obojętność instytucji. Projekt powrotu dziko żyjących pszczół do beskidzkich lasów zakończył się w miejscu, gdzie zamiast ciszy i równowagi pojawiły się hałas, ciężki sprzęt i składnica drewna.

W 2024 roku rozpocząłem projekt, którego celem było przywrócenie do lasu dzikich pszczół, strażników bioróżnorodności, od których zależy funkcjonowanie całych ekosystemów. Inspiracją było tradycyjne bartnictwo, dziedzictwo wpisane na listę UNESCO.

To nie była  tylko pasja. To była próba ratowania czegoś, co w ciszy znika z naszych lasów, bez powrotu, jeśli nie zostanie zatrzymane.

Projekt w Dolinie Wapienicy wymagał lat przygotowań, nauki i pracy. Każda barć została wykonana ręcznie, z zakupionego przeze mnie drewna. Całość sfinansowałem z własnych środków. Nie prosiłem o pieniądze. Prosiłem tylko, żeby nie przeszkadzać. Żeby pozwolić działać.

Od samego początku projekt był konsultowany z Nadleśnictwem Bielsko-Biała. Każdy etap był zgłaszany i omawiany. Wielokrotnie prosiłem o uwzględnienie tej inicjatywy w planowaniu prac leśnych oraz o wstrzymanie działań w newralgicznym miejscu, aby nie doszło do zniszczenia siedlisk pszczół.

W trakcie realizacji projektu odbyłem wiele rozmów z pracownikiem Nadleśnictwa Bielsko-Biała, który wskazał lokalizację ustawienia barci. W trakcie tej rozmowy zapewnił mnie, że w tym miejscu, gdzie pierwotnie miały trafic barcie, nie są planowane żadne prace leśne

Warto podkreślić, że prace tego typu w lasach są z góry planowane, w oparciu o dokumentację, harmonogramy i procedury przetargowe. Jako osoba odpowiedzialna za teren, podleśniczy miał świadomość planów gospodarki leśnej w tym obszarze. Co się jednak okazało, w ostatniej chwili lokalizacja została w dziwny spób zmieniona, o tym poniżej…

Zamiast współpracy i ochrony inicjatywy, pojawił się brak reakcji instytucji, które były informowane o sytuacji.

Zamiast wsparcia – cisza.

W tej sprawie zwróciłem się również do Jarosława Klimaszewskiego. Poniżej pełna treść mojego maila:

Szanowny Pan
Jarosław Klimaszewski
Prezydent Bielska-Białej
Prezes Stowarzyszenia Aglomeracja Beskidzka

Szanowny Panie Prezydencie.

Nazywam się Mirosław Brzezowski. Jestem mieszkańcem gminy Jaworze i miłośnikiem otaczającej nas przyrody. Od kilku lat moja pasją stały się pszczoły, a dokładniej precyzując bartnictwo, z którego Polska słynie od czasów jej powstania. Aktualnie posiadam już zasiedlone cztery barcie, znajdujące się w najbardziej cenionym przyrodniczo rejonie w Doliny Wapienicy. W tym roku obowiązkowo, co wynika z praktyki hodowlanej pojawią się kolejne (minimum 15 sztuk).

Czytając w lokalnych mediach pojawiające się informacje w temacie działalności Stowarzyszenia Aglomeracja Beskidzka, jestem zachwycony waszą działalnością w kierunku odbudowy zasobów przyrodniczych.

Realizując mój społeczny projekt „Powrót dziko żyjących pszczół do lasu”, a dokładniej gatunek pszczoły Mellifera-Mellifera, chciałem Pana zainteresować tym zagadnieniem.

Projekt ten jest finansowany z moich własnych środków, a zdobywanie wiedzy zajęło mi kilka lat.

Zwracam się do Pana z prośbą o przyłączenie mojej pracy do realizowanego przez Aglomeracje Beskidzką projektu „Ochrona i regeneracja obszarów cennych przyrodniczo…”.

Biorąc pod uwagę fakt, iż większość ludzi na wstępie zapyta „Ile Pan potrzebuje na to pieniędzy”, pragnę poinformować, że posiadam własne środki na realizacje zadań z tym związanych.

Pisząc do Pana wierzę, iż razem uda nam się to zadanie dla ratowania społeczności wykonać w prawnym terminie, do końca 2030 roku. Sam nawet gdybym posiadał tak wielkie zasoby finansowe, aby utrzymać termin wynikający z przepisów prawa, to najzwyczajniej braknie mi czasu.

Z góry dziękuję za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.

Z wyrazami szacunku
Mirosław Brzezowski

Na powyższe pismo nie otrzymałem odpowiedzi ani akceptacji mojego projektu.

Kluczowy moment nastąpił w trakcie transportu barci do lasu, kiedy w ostatniej chwili zmieniono wskazaną lokalizację. Zmiana ta nastąpiła już w momencie, gdy konstrukcje były gotowe do ustawienia. Podleśniczy Robert Maślanka stwierdził, iz aktualna lokalizacja jest źle ustalona i wskaże nam lepsze miejsce, gdzie nie ma turystów i pszczoły będą miały większy spokój. Na nowej lokalizacji przy świadkach, kilkukrotnie Pan Maślanka zapewniał mnie o tym, że nie będą tutaj prowadzone długo zadne prace związane z gospodarką leśną. Może nie wycinka, lecz zapomniał wspomnieć o fakcie, że to miejsce za kilka tygodni będzie składnicą drewna, a droga będzie głównym szlakiem transportu drewna ze zrywki, jak i odbioru przez kupujących. Tak otto wszystko odbywało się w odległości kilku metrów od uasadowionych i zasiedlonych pszczołami barci. 

W świetle całego przebiegu zdarzeń, była to decyzja nagła, bez skutecznej komunikacji i bez uwzględnienia konsekwencji dla projektu, który był wcześniej uzgadniany.

Efekt? Barcie zostały zniszczone.

Nie tylko jako konstrukcje. Zniszczono miesiące pracy, lata nauki, prywatne środki i próbę odbudowy naturalnej równowagi.

Bo pszczoły nie są dodatkiem do lasu.Są jego częścią.I kiedy one znikają, las przestaje być pełny.

Tymczasem zgodnie z kierunkami dyrektywy europejskiej, ochrona zapylaczy i bioróżnorodności jest jednym z kluczowych zobowiązań współczesnej Europy.

A jednak w praktyce mimo konsultacji, zgłoszeń i prób ochrony projektu, inicjatywa została pozostawiona bez skutecznego wsparcia.

To nie jest tylko historia jednego projektu.To historia o tym, jak łatwo przegrać z bezdusznością systemu.I jak trudno obronić coś, co nie przynosi zysku,ale ratuje życie.

Bo jeśli nawet pszczoły nie mają gdzie wrócić… to co właściwie zostaje?

Autor Mirosław Brzezowski

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry